Jest karnawał. Donek – jakby połknął żabę
Podczas snu zamarzył – chcę zwiększyć PeKaBe!
Coraz więcej zakupów robimy na raty
Premier wpadł na pomysł – kupmy alkomaty
Będzie obowiązkiem w każdym samochodzie
Taki gadżet wozić z sobą nam na co dzień.
Wszak to oręż zacny według decydentów
Spadnie ilość zabójstw pod wpływem procentów
Kolejna porażka, pociąg znów się spóźnia
Ci ludzie z PKP to talentów kuźnia
Ludność na peronie z mrozu już się zżyma
A pani minister – „sorry, taki klimat”.
W mojej głowie zamęt wręcz natychmiast powstał
Marnuje się w rządzie minister Bieńkowska…
Premier naturalnie, przeprasza czym prędzej
Lecz nic się nie zmienia, dalej mamy nędzę.
Nie zdążysz na święta gdy wuj Cię zaprasza
Choćby i sto razy pan Donald przepraszał
W coraz większe długi państwo nasze wpada
Wszakże nie pożyczać to już nie wypada
Nie wiem dokąd Polskę prowadzi ta bieżnia
Zamiast być bogata – dług ją uzależnia
Zaraz Vat znów wzrośnie. Brawo Donek. Cudnie!
Wam łatwo jest podnieść. Nam zapłacić – trudniej.
Tutaj trzeba wtrącić humoreski dozę
Vat nie powiększony jest tylko w expose.
Skończył nam się kryzys? Jakoś w to nie wierzę
Jak to jest naprawdę nasz panie premierze?
Bo jeśli jest dobrze, to powiem – no co ty?
Dlaczego rząd sprzedać chce teraz „Azoty” ?
Podobno kapitał olbrzymi tam drzemie
A będzie podobnie i w KGH’emie …
Gdy zechcą – sprzedadzą. Bo polskie, bo dobre
Jak da się, sprzedadzą Rospudę wraz z bobrem
Dobrze też wspomnieć choć malutkie słówko
Co się dzieje z naszą polską zbrojeniówką
Jest w prezencie okręt – brawo dla resortu!
Szkoda że do pary nie kupiono portu
Nie ma gdzie się podziać cud z fabryki w USA
Pewnie za lat kilka pójdzie do lamusa
Tak się w Polsce wskrzesza zbrojeniowy resort
Już na samą myśl tą drży każdy agresor
Bumar ma też długi, w produkcji przestoje
Po co nam się bronić, jak przyjdą po swoje?
Niespieszno nam będzie do zbrojnego czynu
Z czołgiem, lecz w muzeum. I bez karabinów.
Zima atakuje, drogowcy są w szoku
W sumie nic nowego bo tak jest co roku
Niby w gotowości, z piaskiem dadzą radę
A i tak co roku mamy maskaradę
A do tego jeszcze sekta odśnieżaczy
Co to przedniej szyby wyczyścić nie raczy
Nie odśnieżą lenie, bo po co, bo zimno
Wyglądają z dala jak na kółkach igloo
Wiem że się narażę, wkurzę „parytety”
Lecz najczęściej jeżdżą tak właśnie kobiety
Jedna nie dosięgnie, druga zapomniała…
Taka o kierowcach śnieżnych prawda cała
Zatem do Was krzyczę jak jakiś dyktator
Niech co rana pada wam akumulator!
Niech zamarzną szyby oraz we drzwiach zamki
Chcecie jechać? Proszę. Są narty i sanki
Niech w połowie drogi benzyna się skończy
Niech skostnieją z zimna paznokcie od kończyn
Byście po tym steku złych życzeń i bluzgów
Zaczęli używać swoich własnych mózgów
Koniec już dysputy i mojej tyrady
Pora na pochwały, splendor i …wywiady