in POLITYCZNIE

Lis AntyPiS

Idą święta, czas radości, niech zabrzmi kolęda!

A tu po ulicach miasta jakiś lis się szwenda

Lis odważny, agresywny – wcale to nie dziwy

No bo przecież już nie rządzi pan Bronek Myśliwy

Co to za dzika zwierzyna? Jakiś ma przydomek?

Tego jeszcze nie wiadomo, więc niech będzie : Tomek

W TVP kiedyś wieczorem polował o dziwo

A nazwano to zjawisko „Tomasz Lis na żywo”

Sprytny lisek, marzył kiedyś prezydentem zostać

Chce na gwiazdę się kreować i wybitną postać

Co odcinek się rozsiadał w wygodnym fotelu

By wraz z gośćmi mówić to co każą w Izraelu

W studiu zawsze same gwiazdy z okładek Newsweeka

Które wiernie przekazują wykładnię Michnika

Wiadro pomyj na tradycje, patriotyzm, Polskę

Wciąż wylewał chytry lisek wraz z zaciężnym wojskiem

Grzmiał lis Tomek, by na „PO” głosować jesienią

Bo jak nie, to wygra PiS zły, Polskę w rynsztok zmienią

I wykrakał klęskę „PO”, PiS wziął władzę całą

I nic złego z tej okazji w kraju się nie stało

Nic to jednak jest dla zwierza. Wręcz oszalał lisek

Zaczął parskać biała pianą, wietrzyć wielki spisek

I sprawdziło się przysłowie, bo choć się bogacił

To w efekcie tak jak chytry, wnet dwa razy stracił

Z dziennikarza publicysty stał się buntownikiem

Co tam studio, kiedy można szwendać się trawnikiem

Komitet Obrony Dupy – żeby było jasne

Tak przegrani po wyborach bronią tyłki własne

Charczy więc lis o zamachu na kraj, demokrację

Krzyczy niczym trybun ludu że to on ma rację

I zaraża nienawiścią wciąż kolejne media

A że ludzie to łykają, to istna komedia

Istna chora propaganda, mowa nienawiści

Cieszą się dziś leming, lewak oraz ateiści

Opóźnieni w swym myśleniu jak start Gazoportu

Dziś jednoczą się pod szyldem „najgorszego sortu”

Wciąż buntował ich zły lisek, jak oko z Mordoru

Zło w najczystszej to postaci i bez krzty honoru

Wredny, chytry, dwulicowy, plując w stronę PiSu

Wokół siebie tak zgromadził duży klan urwisów

Bycie wodzem ślepych ma najwyższą cenę

Bo mamy hybrydę, pół lisa pół hienę

Ale morał tej historii, jak każdej o lisie

Taki, że być może futrem, albo w jadłospisie

Drapał, warczał i opluwał w amoku Ojczyznę

Aż pewnego razu przestał. Bo zdechł. Na wściekliznę.